Main Photo
Informacje o zmarłym
"Ni ma co skuczeć, to honorno śmierć”...

Urodzony w Kolbudach koło Gdańska, zdobywca Mount Everestu.

Był jedynym ocalonym z największej polskiej tragedii w Himalajach, która miała miejsce w 1989 roku- tragedii, która zamknęła złotą erę polskiego himalaizmu: w czasie powrotu do bazy po zdobyciu 24 maja najwyższego szczytu Ziemi zerwała się potężna lawina, która zabrała szóstkę wracających wówczas z Marciniakiem do bazy wspinaczy z Trójmiejskiego Klubu Wysokogórskiego. Przeżył tylko najmłodszy z nich wówczas, niespełna trzydziestoletni Marciniak właśnie…. Pod śniegiem zginęli: Andrzej "Zyga" Hainrich, Mirosław "Falco" Dąsal, Mirosław Gardzielewski, Wacław Otręba i Eugeniusz Chrobak, który był kierownikiem wyprawy… Po tragedii Marciniak w góry powrócił dopiero po siedmiu latach. Wrócił, by dokonać jednego z największych w latach dziewięćdziesiątych górskich wyczynów- przejść niezdobytą północo-zachodniej grań Annapurny. Na niezapomnianą wyprawę wyruszył jesienią 1996 roku z Ukraińcem Władysławem Terzeulem.

Poza umiłowaniem gór- prowadził działalność gospodarczą. Inwestował w budowę nowych osiedli w rodzinnych okolicach.

Zginął 7 sierpnia 2009 roku podczas wspinaczki na Zimnowodzką Grań- jedną z turni prowadzących na Pośrednią Grań, czyli jeden z najpiękniejszych szczytów słowackich Tatr. W chwili śmierci himalaista miał 50 lat.

Pochowano go na cmentarzu na Srebrzysku (Gdańsk- Wrzeszcz).

 

„Ni ma co skuczeć, to honorno śmierć” – tak napisał internauta z Zakopanego pod lakoniczną informacją o śmierci Marciniaka, która ukazała się na jednym z portali internetowych… Cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że himalaista w chwili śmierci myślał podobnie…